Wczoraj jak szłam przejściem podziemnym, byłam świadkiem pewnej sceny. Dwoje młodych ludzi, mężczyzna i kobieta, stało obok starszej zgarbionej kobiety, chodzącej z balkonikiem. Mężczyzna trzymał ręce na głowie starszej pani i modlił się o uzdrowienie. Zatrzymałam się, żeby zobaczyć co będzie dalej. Kiedy przestali się modlić, chwilę rozmawiali, po czym kobieta z balkonikiem poszła dalej. I czułam rozczarowanie, bo chciałam zobaczyć jak Pani się prostuje, puszcza balkonik i idzie samodzielnie. A tu cud się nie zdarzył. Jak to jest z tymi uzdrowieniami? Modliłam się kiedyś o jednego chłopca, którego rehabilituję. Ma zespół Westa, ciągłe napady padaczkowe, niepełnosprawność intelektualną w stopniu głębokim, bardzo słabo funkcjonuje, jest pampersowany, karmiony, wydaje pojedyncze dźwięki nie mające związku z tym co się dzieje. Nie da się z nim prawie nawiązać kontaktu. Żyje w swoim świecie w 5-minutowych przerwach pomiędzy atakami. Modliłam się, żeby był zdrowy. Tak zup...