Przejdź do głównej zawartości

Posty

Niech rzuci.

Porzucona i wzgardzona Ciałem płace za swój chleb Nienawidzę siebie samej i ich wszystkich Przyłapana, oszukana Wpadłam w sidła własnych win Z krzykiem wlekli mnie ulicą przez ten tłum Nareszcie się wydało. Nareszcie się okazało, kim on jest. A taki święty się wydawał... Tak się krył pod płaszczykiem pobożności. Te modlitwy, te pieśni, te uduchowione mowy. Wszystko to ściema, pokazówka nie wiadomo dla kogo. Ale mnie nie oszuka. Zawalił tym jednym faktem. Podpadł na całej linii. Wcale nie jest taki dobry. Uff, co za ulga. Miałam rację: nie ma ideałów. Wcale nie jest lepszy ode mnie. Ja przynajmniej jestem uczciwa, nie udaję pobożnej. Jak grzeszę, to grzeszę, a nie udowadniam wszystkim naokoło, jaka to jestem święta. Ciekawe, co on tam jeszcze wyrabiał... Może inni wiedzą więcej? Koniecznie muszę się dowiedzieć. Przecież trzeba innych ostrzec... Niech sam Mistrz zadecyduje, co z nią zrobić. Skoro taki święty człowiek, niech ją sądzi. Nasze prawo mówi - śmierć! Za ten wyrok - rzymski sąd...

W mym sercu mieszka radość... :D

" Wielu pyta: A któż nam pokaże szczęście? O Panie, niech nam zajaśnieje oblicze twoje! Wlałeś w moje serce więcej radości niżbym jej miał z obfitości zboża i wina. " Ps.4,8 BWP Misja to jest coś takiego, że jak raz tego spróbujesz, to będziesz za tym tęsknił... Sierpień był dla mnie niesamowitym czasem, kiedy trwał obóz misyjny w Warszawie. Wyjścia do ludzi, znajdowanie tych, którzy chcą studiować Biblię, wspólne modlitwy, nabożeństwa, pieśni, kazania... Człowiek żył jakby w innym świecie, nie martwił się o pieniądze, pracę, jedzenie... Każda chwila była spędzona pod parasolem modlitwy, Bóg dawał szczególne więzi ze sobą i z ludźmi... Dzisiaj powróciły wspomnienia z sierpnia. Znowu ruszyliśmy grupą na Pragę, jechaliśmy razem tramwajem, dzieliliśmy bloki, szliśmy do klatek, pukaliśmy do drzwi, oni otwierali, odpowiadali na pytania... A potem opowiadaliśmy fantastyczne doświadczenia w drodze powrotnej:) dla mnie dzisiejszy dzień był ukoronowaniem wszystkich wyjść, jakie mi się...

Chodzenie po bagnach wciąga.

Czy znacie to powiedzenie? Jest nad wyraz prawdziwe. Przypomniała mi się dzisiaj taka historia z dzieciństwa, która to obrazuje. Całe moje dzieciństwo, odkąd pamiętam, spędziłam na wsi. Nasi rodzice pozwalali nam bawić się na zewnątrz niemal bez ograniczeń, no może z wyjątkiem czasu na naukę i obowiązki. Któregoś dnia, a była to wczesna wiosna, udaliśmy się z rodzeństwem i kolegami w okolicę pól. Śniegi już zaczynały topnieć, ziemia zrobiła się bardzo grząska. Już nie pamiętam, kto wtedy wpadł na pomysł, żeby pójść przez te pola na przełaj. Jak wymyśliliśmy, tak zrobiliśmy. Ależ było wesoło, kiedy buty zapadały się w błocie;) myśleliśmy: ależ rodzice by mieli miny, jakby nas widzieli;) czuliśmy się niemal bohaterami. Nikt nie został na brzegu. Chyba tylko ja się wycofałam trochę. Ale przestało być wesoło, kiedy zapadające się buty nie dawały się wyciągnąć, kiedy woda moczyła ubrania i robiło się zimno. Zaczęliśmy się bać, że utoniemy w tym bagnie. To nie było prawdziwe ...